Dziś odcinek świąteczny, czyli, jak to mówią za wielką wodą, Christmas Special.
 |
Bardzo Ładna Kamienica. W nienajgorszym przybraniu. |
Jest dzień przed Bożym Narodzeniem, a podróż, której kilka momentów poznacie, odbyła się niecały miesiąc temu, zaraz przed Adwentem i w pierwszych jego dniach. Przekładało się to na atmosferę, już niecierpliwie świąteczną, choć cokolwiek za wcześnie. Sama podróż to właściwie nieco-ponad-weekendowy wypad na mini-konferencję organizowaną w ramach OCEANS Network w Grazu. Ta organizacja, w którą udało mi się szczęśliwie wkręcić (a właściwie mnie zaproszono i wkręcono), składa się ze studentów którzy kiedyś byli na międzykontynentalnej wymianie, a teraz rozbijają się po Europie po wydarzeniach finansowanych przez Komisję Europejską. Jeśli porównać to z zarobkami i przywilejami pracowników samej komisji, o których miałem okazję usłyszeć od uczestniczki konferencji robiącej staż w tej instytucji, to wierzcie mi, wcale tak dużo na nas nie wydają.
Wyjechałem po całym dniu zajęć w czwartek nocnym pociągiem z Krakowa do Wiednia. Ekscytacja? No pewnie. Nie jeździłem takowymi od czasów dzieciństwa, co dobrze wspominałem, a międzynarodowymi jeszcze nigdy.
 |
Tak się jedzie nocnym pociągiem do końca świata... nocy. |
|
Niestety, Hindus, z którym dzieliłem przedział, nie był zbyt rozmowny. Wyciągnąłem z niego tylko tyle, że jeździ sobie na swoim karnecie na wszystkie europejskie pociągi w ramach przerwy od studiów.
Długo wsłuchiwałem się w moją kolekcję jugosławiańskiego rocka, nim turkot kół na torach w końcu mnie ukołysał.
 |
Piosenki Azry wpisują się idealnie. |
Rano - ponure godziny w okolicy stacji Wien Maidling. Oczywiście problemy z kartą płatniczą i oczywiście po wielu przebojach w końcu kupiony i przepłacony bilet do Grazu. Nic to. Dalej zabieramy się z właśnie spotkaną Kasią z Warszawy, która zmierza na tą samą konferencję.
 |
Poczekuję w Wiedniu. Pani-Kameleon. |
 |
Ładne kwiatki. |
W końcu - Graz! Pogoda nastraja optymistycznie i choć oczy mi się kleją, po zostawieniu bagażu w hostelu ruszamy w górę ulicy. Okazuje się, że kończy się ona zamkiem Eggenberg.
 |
Brama prawem chroniona. |
|
 |
Ten zamek jest słynnym aktorem. Zagrał w wielu filmach. |
 |
"Miałem na oku hacjendę..." |
 |
...o taką, mówię wam. Eggenberg. |
 |
Nasi tu byli? |
 |
"To taka ładna ramka będzie...". Dzięki Kasia. |
Wstęp płatny, ale tego warty. Zwłaszcza przy takiej takiej aurze.
 |
Chiński pawilon. Nie ostatni dzisiaj. |
Później dołącza do nas Evelina z Litwy i na starówkę położoną za rzeką Mur ruszamy już razem.
W centrum wznosi się Góra Zamkowa, od której wzięła się nazwa miasta, gdyż zamek, który pierwotnie na niej stał, to słoweński "gradec". Z jego austriackim następcą nawet Napoleon miał problemy, więc po poddaniu miasta kazał go rozebrać. Samą górę jednak zostawił. Do dziś stoi na niej jednak malownicza wieża zegarowa, a u jej podnóża kościoły i kamienice w urokliwych zaułkach.
 |
Mur, Schlossberg, Uhrturm i inne wojenne okrzyki. |
 |
Najnowsze muzeum właśnie wylądowało z Marsa. |
 |
Taka wysepka ze stali. Czy raczej ostrów. |
 |
Wieża zegarowa malowniczo wznosi się nad miastem itd. |
 |
Takie tam ze współkonferencjankami. |
 |
Moda dawniej i dziś. |
 |
Miasto Unesco. |
 |
Zakaz wjazdu w kratę. |
Na górę można się dostać windą i kolejką, więc oczywiście wybieramy schody.
 |
Rosyjskie schody. Rosyjscy jeńcy budowali. |
 |
Panoramka ze Schlossberga. |
 |
Takie tam z Uhrturmem. |
 |
Takie tam z miłością pod wieżą. |
 |
Poćwiartowane zwłoki Marsjan, którzy przylecieli w Muzeum. |
 |
Nie, to nie jedzie po tych torach. Tak, to zakamuflowany traktor. |
 |
Niebo na kwasie. |
 |
No wściekło się z tą pięknością. |
 |
Das ist Styria. |
 |
Ach, Adwent... grzaniec, słodycze i grzaniec... |
 |
A to nie kradzione z Bawarii? |
 |
Ratusz z lukru. |
 |
Pół Turka z Muru. |
 |
Obcy Muzeum się budzi. |
 |
A dziś początek adwentu i jazda za darmochę! |
 |
... i pewnie dlatego pan sprawdzacz biletów taki niewyraźny. |
 |
To ponoć tradycyjne. I smaczne. I drogie. |
 |
Podwójne znieczulenie przed zabiegiem dentystycznym. |
 |
Bawimy z lokalsami! Jak już organizują konferencję i stawiają napoje... |
 |
... to już można się polansować w najdroższym klubie... |
 |
...gdzie pierwszy raz widziałem wódkę z wkręconą żarówką. |
 |
Następnego ranka świat nabrał kolorów. |
 |
Kogutek na dachu! |
 |
Churching #1 |
 |
Dzień zmył lukier z ratusza. |
 |
Achtung! Dachlawinen! |
 |
Pan grał na cymbałach. |
 |
Cannes ins Graz. |
 |
Czasami miałem wrażenie, że wszyscy Czesi i Polacy, których nazwiska nie dawały im żyć w Ojczyźnie, osiedlili się w Grazu. |
 |
Tu z drzwiczek wychodzą postaci. W godzinach których nie znałem |
 |
Churching # 2 |
 |
Medytacja po transmutacji. |
 |
Why not? |
 |
Mniam. |
 |
Zgrabiała łapa drzewa zaraz zostanie pokonana. |
 |
Mauzoleum Wielkiego Cesarza zbudowane dzieła Słynnego Architekta. |
 |
Aaa!!! |
 |
Bbb!!! |
 |
Ccc!!! |
 |
Ddd!!! |
 |
Bardzo Słynny Zegar. |
 |
I bardzo przybrany. A pod nim już czekają na potworasy. |
Zostałem w Grazu nieco dłużej niż reszta znajomych, gdyż miałem zapewniony dodatkowy nocleg u pewnej Patrycji z CouchSurfingu. Swoją drogą bardzo ciekawa istota zafascynowana językami słowiańskimi, przez co mogliśmy sobie pogadać nawet trochę po polsku. Dzięki jej gościnności miałem szansę być w niedzielę na rynku, przez który maszerowały bestie z alpejskiego folkloru w dorocznym Krampuslauf. Zainteresowanych zapraszam na wideorelację (nie, nie moją, ale dość ciekawą):
Po takich wrażeniach to można już tylko włóczyć się bez celu po mieście i chłonąć atmosferę.
 |
Nasi tu się wystawiają? |
 |
Jeszcze więcej lukru. |
 |
Splash! |
 |
Uhrturm wieczorową porą. |
 |
Mur Insel nocą zamienia się w bar. A taka cicha woda... |
 |
Tak wygląda amfiteatr tej wyspeki-kawiarenki. |
 |
A tak paszcza ogromnego niebieskiego ślimaka, który próbuje Cię połknąć. |
 |
Może da się tu dojrzeć wnętrze baru... ja nie próbuję. |
W końcu jednak przyszedł poniedziałek (ten się nigdy nie spóźnia) i trzeba było się pożegnać z miastem i gospodynią. Nawet sama droga powrotna była jednak przyjemnością. No, przynajmniej do granicy.
 |
Logika. |
 |
Czy to wnętrze dworca w Grazu? |
 |
Tak się wyjeżdża. Miło. |
 |
Takie alpejskie wioseczki się mija... |
 |
A także takie bloki w środku górskiego lasu. Bardzo austriackie. |
 |
Same góry... |
 |
...i góry w towarzystwie zamku. |
 |
Pocztówkowego. |
 |
I już Czechy, gdzie zatrzymywaliśmy się częściej niż osobowy, a staliśmy jak towarowy przy przeładunku. |
 |
Dla liniomaniaków. Włącznie ze mną. |
 |
"Remember when we were in Africa?" |
 |
Zaiste, współczesne theatrum cienia w wykonaniu Świata |
 |
A samym EuroCity "Polonia", o którego istnieniu nie miałem wcześniej pojęcia, mknie się jak widać na załączonym obrazku. |
To jest to, czego trzeba na Święta. Klimatyczne miasteczko zagubione w górach. Może być Graz, może być Przemyśl. Polecam. Wesołych!